1946-11-17 Polonia Warszawa - Warta Poznań 2:2
| Polonia Warszawa | 2:2 (0:0) | Warta Poznań | ||||||||||||||||||||||||||
| widzów: 8/12/15 tys. | ||||||||||||||||||||||||||||
| sędzia: Kowalski (Łódź) | ||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||||||||||||||||
| poprzedni mecz w rozgrywkach: 1946-11-10 AKS Chorzów - Polonia Warszawa 0:1 |
następny mecz w rozgrywkach: 1946-12-01 Polonia Warszawa - AKS Chorzów 3:2 |
Zapowiedzi prasowe
"Niedziela na boiskach Warszawy i Łodzi
Niedzielny program rozgrywek piłkarskich o mistrzostwo Polski przewiduje w Warszawie mecz Polonii z Wartą i w Łodzi AKS-u z ŁKS-em. Mecze te mogą mieć decydujące znaczenie. Jeśliby AKS-owi powinęła się noga w Warszawie, przy równoczesnym zwycięstwie Polonii, wówczas sprawa byłaby przesądzona. Nie wydaje nam się jednak, by ślązacy nie dali sobie rady w Łodzi.
Bardziej skomplikowanie przedstawia się sprawa w Warszawie. Warty nie wolno lekceważyć, a własne boisko nie zawsze jest decydującym atutem, o czym przekonała się Polonia w Chorzowie.
Dla warszawian ma mecz ten naturalnie bardzo wielkie znaczenie, gdyż w razie zwycięstwa wystarczy im w spotkaniu z AKS-em w Warszawie remis. Niemniej jednak Polonia zdaje sobie sprawę, że czeka ją ciężkie zadanie i odpowiednio się przygotowuje."
("Przegląd Sportowy" z 1946-11-14 nr 65, s. 1)
"(...) Mecz ten, to nie tylko okazja do rewanżu za porażkę w Poznaniu, leczrównież, tak bardzo potrzebne Polonistom punkty. Sytuacja Polonii nie jest zresztą, tak
tragiczna. Przy obecnym układzie tabeli może oną nawet przegrać spotkania z Wartą, natomiast musi wygrać wtedy ostatni mecz z AKS-em, co da jej przewagę jednego punktu i upragniony tytuł Piłkarskiego Mistrzostwa Polski na rok 1946.
Znając chimeryczność jedenastki „czarnych koszul“, można mieć pewne obawy przed niedzielnym spotkaniem. Z drugiej strony, ostatnie zwycięstwo nad AKS-em w Chorzowie może świadczyć o dobrej formie warszawiaków, a jeśli dodamy jeszcze handicap własnego boiska i doping publiczności, nie bez powodów liczyć można na zwycięstwo.
Drużyna Polonii walczyć będzie w niedzielę w składzie, który zaprezentował swą klasę w Krakowie i Chorzowie: Borucz, Szczepaniak, Gierwatowski, Fronczak, Brzozowski, Wołosz, Woźniak, Szularz, Swicarz, Ochmański, Przepiórka.
W ramach tego spotkania reprezentacyjny obrońca, Polski, Gierwatowski Zdzisław, obchodzić będzie jubileusz 150 meczu w barwach K.S. Polonia."
("Życie Warszawy" z 1946-11-14 nr 313, s. 7)
Relacje prasowe
"Przegląd Sportowy"
Gdy przed tygodniem zakładano się na Śląsku, w jakim stosunku pobije AKS warszawską Polonię, mało kto przypuszczał, że po upływie dalszych siedmiu dni ten sam AKS znajdzie się na... ostatnim miejscu tabeli.
Fakt ten jest dostatecznie wymowny, gdy chodzi o nieobliczalność piłki nożnej i tajemnicę jej powodzenia wśród
najszerszych mas. Owe nieoczekiwane wyskoki są bowiem pieprzykiem, który podtrzymuje w napięciu setki tysięcy zwolenników futbolu, dostarczając im z każdą grą nowych emocji.
Tak też było wczoraj. Kibice „Polonii“ szli na mecz na pewniaka, a brakowało bardzo niewiele, by drużyna stołeczna straciła oba punkty i, wówczas także, wszelkie szanse na mistrzostwo. (...)
WARSZAWA, 17.11, Warta - Polonia 2:2 (0:0). Bramki dla Warty zdobyli: Podeszwa i Gendera, dla Polonii obie Szularz. Widzów ok. 8000, sędzia p. Kowalski z Łodzi.
Warta: Krystkowiak, Staniak, Dusik, Witkowski, Lis, Koźmiński, Podeszwa, Gendera, Czapczyk, Kaźmierczak, Smólski. Polonia: Borucz (Sosnowski), Szczepaniak, Gierwatowski, Wołosz, Brzozowski, Jagodziński, Przepiórka, Ochmański, Świcarz, Szularz, Woźniak.
Mecz na boisku pokrytym całkowicie śnieżną powłoką wymagał specjalnych kwalifikacji. Wymagał przede wszystkim dobrej kondycji, by przetrwać przez 90 minut, wymagał roztropnego rozwiązania taktycznego i techniki, któraby pozwalała operować przede wszystkim „liftowanymi" półgórnymi piłkami, gdyż przyziemna, krótka kombinacja z góry była skazana na dosłowne ugrząźnięcie w śniegu. Gdy chodzi o wytrzymałość, to obie strony egzamin zdały. Również umiejętności techniczne były zupełnie zadowalające, zastrzeżenia mielibyśmy natomiast co do taktyki i to przede wszystkim pod adresem Polonii.
OPINIA PŁK. REYMANA
Kapitan PZPN płk. Reyman był zadowolony. Po meczu z Kispesti, o którym wspomina z zachwytem, twarda wczorajsza walka mistrzowska potwierdziła mu raz jeszcze, że mamy w Polsce piłkarzy. — Dajcie im jak najwięcej spotkań z silnymi przeciwnikami, dajcie im trenerów! — woła słusznie płk. Reyman pod adresem swoich kolegów z PZPN.
Mecz w ciężkich warunkach przeprowadzony był w dobrym tempie, walka była zacięta, a jeśli tu i ówdzie dochodziło do ostrzejszych akcentów, to rzeczy takie są na porządku dziennym na każdym boisku nie tylko w Polsce. Wynik — zdaniem naszym — był sprawiedliwy. Jeśli bowiem Polonia miała może w sumie więcej z gry, ataki jej były groźne i sytuacje podbramkowe korzystniejsze, to z drugiej strony Warta okazała się zespołem taktycznie bardziej dojrzałym. Zrozumiała ona, że na śniegu nie może być miejsca dla przyziemnych kombinacji, starała się grać długimi piłkami i forsować raczej skrzydła. Wręcz odwrotnie miała się sprawa u Polonii. Nie tylko, że nie szła na dalekie wypuszczania, które obserwowaliśmy tak często w lecie, ale jeden napastnik stał obok drugiego, po prostu deptali sobie po nogach, to i nic dziwnego, że trudno było dojść do pozycji strzałowej. Forsowano na upór kombinację przyziemną, zatrudniając tylko wyjątkowo skrzydła. Wynikło to zresztą i z konieczności. Skrzydłowi nie byli asami atutowymi warszawian.
POLONIA BEZ SKRZYDEŁ
Przepiórka miał przed przerwą doskonałe możliwości, kończyło się jednak zazwyczaj na jak najszybszym wyzbyciu się piłki, gdyż nie miał widocznie odwagi do samodzielnej akcji. Woźniak poza dwukrotnie powtórzonym trickiem (uderzenie piłki piętą) miał kilka jaśniejszych momentów, ale w żadnym wypadku nie był wczoraj skrzydłowym, który mógłby zadecydować o losach meczu. Spodziewaliśmy się, że kierownictwo Polonii wysnuje z tego w czasie przerwy konsekwencje i przerzuci Ochmańskiego na dawną pozycję, równocześnie rozciągnięcie forsowane skrzydeł, ale.. Zamiast tego widzieliśmy dwukrotnie Szczepaniaka w ataku, z chwilą, gdy Warta prowadziła. Pierwsza bramka wyrównująca była po części i jego zasługą, wydaje nam się jednak, że walcząc o mistrzostwo nie należy decydować się do tego rodzaju ryzykownych kroków. Raczej trzeba było zastanowić się dokładniej nad sposobem rozegrania partii we wczorajszych anormalnych warunkach terenowych. Najsilniejszym punktem Polonii było ponownie trio defensywne. Jubilat Gerwatowski „wchodził“ w sposób godny wielkich boisk zagranicznych. Szczepaniak nie popełnił dajże ani jednego błędu. Borucz nosi winę o tyle, że po przerwie wyszedł na boisko. W rezultacie Sosnowski wypuścił piłkę z ręki, którą Borucz zapewne by utrzymał. Dobił ją Podeszwa. „Kontuzja" Borucza nie musiałaby być jednak tak poważna, jeśli zdecydował się wrócić na boisko i interweniował bez błędu
POMOC TYLKO - DOSTATECZNIE
Gorzej miała się sprawa z warszawską pomocą Brzozowski postawił sobie za cel pilnować Czapczyka. Robił to konsekwentnie, to też nazbyt często wytwarzała się luka między pierwszą linią i rezerwą, gdyż łącznicy nie umieli odegrać roli prawdziwych łączników. Frączek w drugiej fazie nie pilnował należycie Podeszwę i stąd wynikła druga bramka. Trójka napadu Polonii miała błyskotliwe pociągnięcia, jednak nie były one w danych warunkach produktywne. Nie wydaje nam się, by Ochmański zyskiwał na wartości na łączniku. Swicarz i Szularz pracowali jak zwykle, bardzo wiele, gubili się jednak w drobiazgowej kombinacji. Szularz ma zasługę zdobycia obu bramek. O skrzydłowych pisaliśmy.
(...)
Pierwsza niebezpieczna sytuacja wynikła pod bramką warszawską w 10-ej min. Od tej pory miała Warta przez 15 minut wyraźną przewagę, z której Polonia uwolniła się jeszcze przed przerwą. Po przerwie mają gospodarze idealną sytuację kiedy piłkę odbitą od słupka dostaje Świcarz i... przenosi nad pustą bramką. Lepiej powodzi się Warcie, gdyż w 10-ej min. po strzale Smólskiego piłka wyskakuje z rąk Sosnowskiego i dobija ją Podeszwa. Szczepaniak przenosi się do ataku. Miejsce jego zajmuje Ochmański. Szczepaniak bije wolny, piłkę chwyta w 30-ej min. Szularz i wyrównuje. Tylko dwie minuty trwa radość, gdyż ładną centrę nieobstawinnego Podeszwy bierze Gendera półwolejem i Borucz me ma nic do powiedzenia. Warta prowadzi 2:1. Sytuacja wygląda dla Polonii beznadziejnie, kiedy w 41-ej min. w zamieszaniu Szularz dostaje piłkę i zmusza Krystkowiaka do kapitulacji. Mieliśmy wrażenie, że warszawianin przejąl piłkę na pozycji spalonej. Ostatnie minuty nie zmieniają wyniku.
Sędzia p. Kowalski wywiązał się zupełnie dobrze ze swego niełatwego zadania.(tm)
"Sport"
"Start"
"Robotnik"
"Głos Wielkopolski"
"Sportowiec Poznański"
Szczęśliwy remis Polonii. Warta remisuje w Warszawie 2:2
W niedzielę odbyło się w Warszawie na Stadionie W. P. z cyklu rozgrywek o mistrzostwo Polski spotkanie, pomiędzy poznańską „Wartą" a warszawską „Polonią". Faworytem tego spotkania była „Polonia", która nie tylko miała za sobą zwycięstwo nad AKS-em w stosunku 1:0, lecz
również do zmazania porażkę 1:2 poniesioną z Wartą w Poznaniu. Spotkanie to zakończyło się wynikiem remisowym 2:2, po bezbramkowym wyniku do przerwy.
Zawody zgromadziły na boisku Stadionu W. P. ponad 15.000 widzów, co dobitnie
świadczy o zainteresowaniu się tym meczem. Gra sama odbyła się na ośnieżonym
boisku, była żywa i ciekawa, stała jednak na przeciętnym poziomie i nosiła charakter typowej walki o punkty. Goście okazali się drużyną bardziej wyrównaną we wszystkich liniach, w „Polonii" natomiast nie dopisał słabo dysponowany strzałowo atak oraz zupełnie zawiodła linia pomocy.
Obie drużyny wystąpiły do tego spotkania
w następujących składach:
„Warta" — w bramce — Krystkowiak;
w obronie — Staniak, Dusik; w pomocy —
Koźmiński, Lis, Witkowski; w napadzie —
Podeszwa, Gendera, Czapczyk, Kaźmierczak, Smólski.
„Polonia" — w bramce — Borucz; w obronie — Szczepaniak, Gierwatowski;
w pomocy — Wołosz, Brzozowski, Fronczak; — w napadzie — Woźniak, Szularz,
Świcarz, Ochmański, Przepiórka.
Grę rozpoczęła „Polonia" atakiem na
bramkę gości, lecz dobrze dysponowana
obrona „Warty" szybko zlikwidowała atak
gospodarzy. Z kolei obie strony przeprowadzają ataki, jednakowoż defensywy obu
drużyn stoją na wysokości zadania. Do
przerwy gra była wyrównana z tym, że
atak „Polonii" nie wykorzystał kilku „murowanych" okazji podbramkowych. W drugiej połowie gry przeważa w polu „Warta" i ona też zdobywa w 7-mej min. pierwszą bramkę przez Podeszwę. „Polonia "rewanżuje się w 21-szej min. gry bramką, zdobytą przez Szularza. W 9 min. później ponowne prowadzenie dla „zielonych", zdobywa Gendera i zdaje się, że Warta
zejdzie z boiska, jako zwycięzca. Na 2 min. przed końcem meczu jednak Szularz uzyskuje ponownie wyrównywującą bramkę z wyraźnego „spalonego". Dodać należy, że w drugiej połowie meczu zostaje zniesiony na krótko z boiska kontuzjowany
Podeszwa, a przed gwizdkiem końcowym sędzia usuwa z boiska Lisa.
Zawody prowadził niezbyt zdecydowanie ob. Kowalski z Łodzi.
("Sportowiec Poznański" 1946-11-18 nr 50, s. 1)
"Życie Warszawy"
Wczoraj na boisku Stadionu W .P., pokrytym grubą warstwą śniegu, rozegrano spotkanie piłkarskie z cyklu rozgrywek o Mistrzostwo Polski pomiędzy poznańską Wartą a warszawską Polonią.
W NAJSILNIEJSZYCH SKŁADACH
Mecz po zaciętej i ambitnej grze obu drużyn zakończył wynikiem nierozstrzygniętym 2:2 (0:0).
Drużyny wystąpiły w najsilniejszych składach, a więc Warta: Krystkowiak, Dusik, Staniak, Witkowski, Lis, Koźmiński, Podeszwa, Gendera, Czapczyk, Kaźmnierczak, Smólski. Polonia: Borucz (Sosnowski), Szczepaniak, Gierwatowski, Wołosz, Brzozowski, Frączak, Przepiórka, Ochmański, Świcarz, Szularz, Woźniak.
W drużynie gości bezsprzecznie najlepiej wypadło trio obronne. Bramkarz
swymi odważnymi, nieraz nawet ryzykownymi interwencjami, wyjaśnił wiele ciężkich sytuacji. Z obrońców wypadł lepiej Staniak, może dlatego,
że prawa strona Polonii grała słabiej.
Pomoc cofnęła się do defensywy jednakże w momentach gdy atak szedł do
przodu, współpracowała z nim b. dobrze. W ataku niebezpieczna była prawa strona. Podeszwa i Gendera. Kilka ładnych zagrań miał Smólski.
ZAWIÓDŁ TYLKO ŚWICARZ
W drużynie Polonii najlepiej grała, tak jak i w Warcie, obrona. Borucz bronił bezbłędnie i wykazał wielką ambicję, wchodząc na boisko w
krytycznym dla Polonii momencie po utracie bramki, puszczonej przez Sosnowskiego.
Gierwatowski, obchodzący jubileusz 150 meczu w barwach Polonii, zagrał dobrze i bardziej fair (szkoda, że nie całkiem fair) niż zwykle.
Brzozowski cofnął się do obrony, co odbiło się na grze, gdyż Wołosz i Frączak mimo wielkiej ofiarności i ambicji nie zawsze mogli dać sobie radę z
szybkim napadem Warty. W ataku zawiódł tym razem Świcarz, który m.in. ma na sumieniu przestrzelenie do pustej bramki z 3 metrów.
W sumie Polonia miała przewagę, ale kunktatorska gra ataku pod bramką zaprzepaściła szereg murowanych okazji do zdobycia gola. Trzeba też dodać, że obie bramki dla Polonii wypracował Szczepaniak, który szedł w chwilach prowadzenia Warty do ataku.
Stan rogów był 12:1 na korzyść Polonii, co doskonale ilustruje przebieg
meczu.
PRZEBIEG GRY
Grę zaczyna drużyna „czarnych koszul" i przez pierwsze 15 min. ma zdecydowaną przewagę nieujawnioną cyfrowo. Następnie gra wyrównuje się. W tym okresie obaj bramkarze mają kilkakrotnie okazję do pokazania swej klasy.
Pod koniec pierwszej połowy Polonia
znów przeważa i znów bez skutku. Po przerwie historia ta powtarza się z tą tylko różnicą, że wypady Warty są częstsze i niebezpieczne. Taki właśnie wypad w 11 min. kosztuje Polonię utratę bramki, strzelonej przez Podeszwę.
Szczepaniak przechodzi do ataku i w 22 min. egzekwuje rzut wolny. Piłkę przejmuje Szularz i wyrównuje. Parę minut gra jest wyrównana i w tym czasie (31 min.) Gendera z podania Podeszwy, zdobywa znów prowadzenie dla Warty.
Poznaniacy cofają teraz wszystkie linie, chcąc za wszelką cenę utrzymać wynik. Piłka jest częściej za linią autową niż na boisku. Wydaje się, że wynik zostanie, utrzymany. Jednakże w 43 min. Szularz przejmuje podanie Szczepaniaka i uzyskuje wyrównującą
bramkę.
Widzów około 15 tys. Sędzia p. Kowalski z Łodzi niezdecydowany.
W. Korycki
("Życie Warszawy" nr 317 z 18.11.1946)
"Wieczór Warszawy"
Ciekawostki
"Przed rozpoczęciem zawodów odbyła się na boisku uroczystość wręczenia zawodnikowi Polonii Gerwatowskiemu upominku z racji jego 150-go meczu w barwach Polonii." (Robotnik)
"Lis Kazimierz, środkowy pomocnik poznańskiej „Warty", ukarany został przez Wydział Gier i Dyscypliny PZPN czteromiesięczną dyskwalifikacją za kopnięcie przeciwnika bez piłki na meczu mistrzowskim Polonia—Warta w Warszawie" ("Sportowiec Poznański" z 1946-12-05 nr 55, s. 2)
Tabela mistrzostw Polski po rozegraniu meczu
| mecze | pkt | bramki | ||
|---|---|---|---|---|
| 1. | Polonia | 5 | 7:3 | 15:10 |
| 2. | Warta | 6 | 6:6 | 16:17 |
| 3. | ŁKS | 5 | 4:6 | 16:22 |
| 4. | AKS | 4 | 3:5 | 10:8 |
Zdjęcia meczowe
Zob. także zdjęcia Polskiej Agencji Prasowej: [1], [2], [3], [4]