1978-09-24 Polonia Warszawa - RKS Ursus Warszawa 0:4
| opis w trakcie opracowywania - poniższe dane są jeszcze niekompletne |
|---|
| Polonia Warszawa | 0:4 | RKS Ursus Warszawa | ||||||||||||||||||||||||||
| widzów: | ||||||||||||||||||||||||||||
| sędzia: | ||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||||||||||||||||
relacje prasowe
"Wiele sobie obiecywaliśmy po meczu Polonii z Ursusem, ale spodziewanych emocji nie było. Ursus zwyciężył bardzo łatwo, gdyż Polonia traciła bramki w najmniej oczekiwanych momentach. Pierwszego gola uzyskał z karnego Nezdropa w 9 min. Później gra się wyrównała. Gdy wydawało się, że Polonia może odrobić stratę, Woźniewski tak niefortunnie podawał do bramkarza, że goście przejęli piłkę i strzelili drugą bramkę, (również Nezdropa). W pierwszym kwadransie po przerwie Ursus zupełnie rozwiał nadzieję nielicznych optymistów zdobywając kolejne gole ze strzałów Komosy (49 min.) i Kołeckiego (53 min.). Dzięki temu zwycięstwu Ursus umocnił się na pozycji lidera, Polonia zaś pogrążyła się zupełnie (ma obecnie 3 pkt straty do przedostatniej w tabeli Avii Świdnik). (...)"
("Życie Warszawy" nr 227 z 25.09.1978 s. 4)
mecz we wspomnieniach Dariusza Dziekanowskiego
"Najlepiej zapamiętałem trzeci [mecz, w którym zagrałem], z Ursusem Warszawa. Ursus przeżywał wtedy chyba najlepszy okres w swojej historii, prowadził w tabeli drugiej ligi z sześcio- czy ośmiopunktową przewagą* nad kolejną drużyną i wszystko wskazywało na to, że awansuje do pierwszej ligi. Największą gwiazdą był tam środkowy napastnik, niejaki Komosa; dowiedziałem się od kolegów, że brylował nie tylko na boisku, lecz dzierżył także rekord w opróżnianiu na czas butelki wódki. Już w tunelu zrobiło mi się jakoś dziwnie, bo przeciwnicy wyglądali jak banda nieogolonych, ponurych rozbójników. Występowałem wtedy na prawym skrzydle; na boisku, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, podszedł do mnie ich lewy obrońca i potwornie mnie zwyzywał. Nie przestraszyłem się — wspominałem już, że podwórkowemu wychowaniu zawdzięczam dość grubą skórę — za to ogromnie się zdziwiłem. Nie miałem pojęcia, po co to robi i co chce w ten sposób osiągnąć. Dorosły człowiek, starszy ode mnie o dobre dziesięć lat, wychodzimy pograć przez półtorej godziny w piłkę, a on ni z tego, ni z owego wyjeżdża z takimi bluzgami... Było to dla mnie pierwsze spotkanie z boiskowym chamstwem i prymitywizmem w czystej, niemaskowanej w żaden sposób postaci (...)."
(Dariusz Dziekanowski, Dziekan. Autobiografia, Warszawa 2015, str. 23)
*Rzeczywiście Ursus prowadził wówczas w tabeli II ligi, aczkolwiek z trochę mniejsza przewagą - nad drugim Rakowem Częstochowa miał 3 pkt przewagi.