Czesław Czmoch

Z WIKI
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Czesław Czmoch

  • koszykarz, sędzia koszykówki
  • data urodzenia: 1914-06-12
  • data śmierci: 1998-10-10
  • miejsce pochówku: Cmentarz Bródnowski w Warszawie (sektor 10O, rząd 5, numer 18)
  • okres reprezentowania Polonii: 1930-1939
  • późniejsze kluby: –


Koszykarz, po II wojnie św. znany międzynarodowy sędzia koszykarski (m.in. sędziował podczas igrzysk olimpijskich w 1964 r.). Działacz Polskiego Związku Koszykówki (wiceprezes) i Kolegium Sędziów (przewodniczący). Podpułkownik pożarnictwa (praca w Komendzie Głównej Straży Pożarnej).

Osiągnięcia sportowe

Wspomnienia Cz. Czmocha

"(...) Kiedy tak patrzę dziś wstecz i wspominam lata powojenne, czy nawet jeszcze dawniejsze — opowiada ppłk Cz. Czmoch — nie mogę nawet doszukiwać się żadnych porównań. Zmiany, które zaszły w koszykówce (i w ogóle życiu sportowym) na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, są naprawdę ogromne.

— Pamiętam lata przedwojenne. W r. 1930, mając lat 16, zacząłem grać w warszawskiej Polonii jako junior. Środkowym był wówczas popularny dziś sportowy karykaturzysta „Ała” — Edward Ałaszewski. Grywaliśmy przeważnie na odkrytych boiskach, a zdarzały się też mecze na trawie. Sędziowie mieli wówczas — mówię to jako ciekawostkę — nie lada problem. Jeśli niedługo przed spotkaniem padał deszcz, to można było jechać na śliskiej trawie kilka metrów, trzymając w rękach piłkę. Karać to jako „kroki”, czy nie karać? Nie karano, bo przecież kroków istotnie nie było, chociaż każdy zdawał sobie sprawę, że to tylko zręczne omijanie przepisów.

— Kontaktów międzynarodowych prawie nie mieliśmy, wyjeżdżała najwyżej reprezentacja kraju. Inne mecze z zagranicznymi drużynami zdarzały się może raz w roku i to tylko na naszym terenie. Ale już te nieliczne przyjazdy zespołów z innych krajów zwróciły naszą uwagę na potrzebę włączania do gry zawodników wysokich. Ówczesna polska taktyka koszykarska polegała na ciągłym ruchu, braku jakichkolwiek schematów, na improwizacji. Wysocy do tego się nie nadawali i stali się potrzebni dopiero wówczas, gdy zmienił się i unowocześnił styl gry.

— Przypominam sobie takie śmieszne wydarzenie. W 1938 r. graliśmy w Przemyślu z AZS Wilno. W zespole tym występował Gierutto, który był — jak na owe czasy — bardzo wysoki, miał ponad 190 cm wzrostu. Nasz obrońca, Czyżykowski (168 cm), nie potrafił sobie z nim poradzić. Wpadł więc na pomyśl: kiedy Gierutto miał strzelać do kosza. Czyżykowski nadeptywał mu na palce nóg. Sędziowie po pewnym czasie się zorientowali, ale co było śmiechu, to było...

— Potem przyszła wojna. W latach 1940—1941 zaczęliśmy myśleć o sporcie. Odczuwaliśmy jego potrzebę. Ci, którzy mieli już we krwi sportową rywalizację, chcieli znów poczuć pod stopami boisko. Koszykówkę było w ówczesnych warunkach trudno organizować. Łatwiej było grać w siatkówkę. Terenem stały się stołeczne podwórka lub jakieś miejscowości podwarszawskie. Grywaliśmy np. we Włochach. Stawką bywała tabliczka czekolady. Ktoś zawsze uważał, czy nie zbliżają się Niemcy. Jeśli dał sygnał — wszyscy się chowali.

— Potem było coraz trudniej. Łapanki były częstsze, wielu kolegów znalazło się w obozach. Wydarzenia wojenne przekreśliły wszelkie sportowe zamiłowania.

— Ciężkie były też pierwsze lata po wyzwoleniu. Sale były zniszczone. nie mieliśmy piłek, ludzie dopiero budzili się z koszmaru okupacji. Ale powoli sport wracał do życia, wracali zawodnicy, działacze, grało się w salach szkolnych. Zaczynała przychodzić nowa młodzież, Pierwsza prawdziwa sala sportowa w Warszawie wyremontowana została w gmachu YMCA.

— Dzisiejsza koszykówka jest grą supernowoczesną. Kiedy przyglądam się walce na boisku, widzę cały ogrom zmian w technice, taktyce, wyszkoleniu zawodników, w przepisach. To niemal zupełnie inna dyscyplina. To samo można powiedzieć o warunkach, jakie mają sportowcy. Ja, w latach młodości, otrzymałem od klubu tylko koszulkę. Dres, trampki, skarpetki — musiałem kupić sobie sam. Pamiętam, że jeździłem czasem na mecze na własny koszt, a na jednych z mistrzostw Polski musieliśmy zrobić składkę, żeby sobie kupić bułki i mleko na śniadanie. Dziś podobna sytuacja byłaby wprost nie do pomyślenia. (...)"
(Cz. Cmoch, Trudno nawet porównywać, "Trybuna Ludu" nr 206 z 27.07.1964 s. 6)

Informacje prasowe

Czesław Czmoch: informacje prasowe

Zdjęcia

grób