Jadwiga Piguła
| SEZONY: |
|---|
| 1956/1957 1957/1958 1958/1959 1959/1960 1960/1961 1961/1962 1962/1963 1963/1964 |
|
Jadwiga Piguła |
|---|
|
Osiągnięcia sportowe jako zawodniczka Polonii
- 4. miejsce w mistrzostwach Polski kobiet 1957/1958
Sportowe wspomnienia zawodniczki
W rozmowie z Kołem Miłośników Historii Polonii Warszawa w dniu 5 stycznia 2026 r. Pani Jadwiga wspominała: „Treningi koszykówki w Polonii rozpoczęłam za namową mojej nauczycielki wychowania fizycznego z liceum im. Sowińskiego na Woli. Nazywała się Irena Paciorek. Już wcześniej do klubu trafiła z mojej klasy Krystyna Ryczek, potem dołączyłam ja i Lidia Dąbrowska. W Polonii zaczęły grać także Hanna Jankowska, Ewa Jasińska i Hanna Lelonkiewicz. Wszystkie oprócz Ani chodziłyśmy do jednej klasy licealnej w „Sowińskim”.
Naszą pierwszą trenerką w Polonii była Hanna Loth-Nowak. Trwało to kilka miesięcy. Potem przejął nas Wincenty „Wicek” Warto, świetny koszykarz Polonii, reprezentant Polski. Treningi z nim były pełne dobrej zabawy i humoru. Byłyśmy jakby dziewczynami z grupy towarzyskiej, które świetnie się ze sobą czują, a do tego usiłują trenować koszykówkę.
Na pewnym etapie z zajęć wykruszyły się Hania Jankowska, Ewa Jasińska i Hania Lelonkiewicz. Zostałyśmy ja, Krysia Ryczek i Lilka Dąbrowska. Trafiłyśmy do pierwszego zespołu seniorek i brałyśmy udział w rozgrywkach I ligi”.
„W czasie kiedy trenowałam koszykówkę w Polonii, jednocześnie studiowałam rehabilitację na bielańskiej AWF. Po ukończeniu studiów przez 2 lata byłam nauczycielem WF w szkole podstawowej. Na uczelni wybrałam specjalizację „gimnastyka lecznicza”, czyli według dzisiejszego nazewnictwa – fizjoterapię. Jako magister rehabilitacji rozpoczęłam pracę w Stołecznym Centrum Rehabilitacji w Konstancinie, uczyłam tam też w Studium Fizjoterapii. Długie i trudne wówczas dojazdy, a także wyczerpująca fizycznie i psychicznie praca sprawiły, że łączenie tego z treningami koszykówki na poziomie ligowym stało się niemożliwe.
Najlepiej grało nam się w naszej sali Polonii przy Konwiktorskiej. Wszystkie inne, w których grałyśmy w kraju i za granicą, były dla nas trudne z uwagi na różnice techniczne koszy i jakość parkietu. Czas nie pozwalał na przyzwyczajenie się do nowych warunków. Wpływający na nasze samopoczucie w innych salach był również brak naszych kibiców.
Dzięki grze w koszykówkę miałam możliwość uczestniczyć w wyjazdach naszego zespołu dwukrotnie na Słowację, a także do Gruzji, Azerbejdżanu i do Caserty we Włoszech. Najbardziej zapamiętałam wyjazd do Caserty, z uwagi na możliwość zobaczenia miejsc, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zawsze interesowałam się historią, a wtedy mogłam zwiedzić z koleżankami z drużyny Neapol oraz wydobyte spod lawy Wezuwiusza miasta Pompeje i Herkulanum”.