Maria Rejmer
| SEZONY: |
|---|
| 1981/1982 |
|
Maria Rejmer |
|---|
|
We wspomnieniach dla Koła Miłośników Historii Polonii Warszawa w lutym 2026 roku Maria Rejmer napisała:
"Grę w koszykówkę rozpoczęłam jako uczennica liceum ogólnokształcącego w Tarnobrzegu. Trafiłam do w nowopowstałej sekcji koszykówki żeńskiej w klubie sportowym Siarka Tarnobrzeg. W sezonie 1972/73, razem z zespołem zajęłam 2. miejsce w mistrzostwach okręgu. W następnym roku awansowałyśmy do ligi międzywojewódzkiej, a później do II ligi. W 1973 roku grając zamiennie jako rozgrywająca lub skrzydłowa, reprezentowałam barwy ówczesnego województwa rzeszowskiego na Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży w Krakowie. Wywalczyłyśmy tam złoty medal, a mnie wybrano do najlepszej "piątki" turnieju. Dzięki temu zostałam przyjęta bez egzaminów na studia na krakowską AWF. Redaktor Ryszard Niemiec z krakowskiego „Tempa”, były koszykarz, napisał w tamtym czasie, że jestem największym talentem koszykówki żeńskiej na Podkarpaciu, co było niezwykle miłe. Do 1980 roku występowałam pod panieńskim nazwiskiem Skowron.
Od sezonu 1975/76 reprezentowałam barwy drugoligowego AZS AWF Kraków. Niestety, w trakcie studiów przytrafiła mi się ciężka kontuzja kolana, eliminująca mnie z gry na jakiś czas. Grę w AZS AWF zakończyłam po obronie pracy magisterskiej, w czerwcu 1980 roku.
W lipcu 1980 roku razem z mężem Tomaszem, w przeszłości piłkarzem m.in. Radomiaka i Cracovii, przeniosłam się do Warszawy. Oboje trafiliśmy do Polonii. W sezonie 1980/81 zawiesiłam grę z powodu urlopu macierzyńskiego. Zaraz po urodzeniu córki Dominiki wróciłam do zespołu i do końca sezonu 1983/84 reprezentowałam Czarne Koszule. W jednym z meczów ligowych zerwałam więzadła i uszkodziłam łąkotkę, co oznaczało kolejną długą przerwę i rekonwalescencję. O definitywnym zakończeniu przeze mnie przygody z koszykówką zadecydowała odnawiająca się kontuzja oraz drugi urlop macierzyński (córka Gracjana).
Doskonale pamiętam pierwszy kontakt z ówczesnym trenerem koszykarek Polonii Warszawa, Andrzejem Nowakiem. W marcu 1980 roku, w trakcie turnieju jubileuszowego Wisły Kraków, rywalizowałam w barwach AZS AWF Kraków przeciwko dziewczynom z Polonii. Wypadłam chyba dobrze i wpadłam w oko trenerowi, skoro po meczu popularny "Bilu" dowiedziawszy się, że z mężem piłkarzem, po studiach w Krakowie planujemy grę w jednym klubie. Bardzo zapalił się do projektu naszej wspólnej gry w Polonii. I to właśnie on, z ówczesnym prezesem klubu Jerzym Machajem, "przypilnowali", abyśmy się nie rozmyślili. I był to nasz doskonały wybór! Mecze ligowe na Polonii były prawdziwym świętem, atmosfera była wspaniała. Szkoda tylko, że moja przygoda z Polonią, z uwagi na ciężką kontuzję, trwała krótko. Ale moja życiowa przygoda z miastem, Warszawą, trwa nadal. A w mej pamięci i sercu na zawsze pozostały Czarne Koszule”.