1945-03-25 MKS Polonia Warszawa – TUR Okęcie Warszawa 3:3
| MKS Polonia Warszawa | 3:3 (0:1) | TUR Okęcie Warszawa | ||||||||||||||||||||||||||
| widzów: 3 tys. | ||||||||||||||||||||||||||||
| sędzia: Alfred Nowakowski | ||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||||||||||||||||
Rozbieżności w danych
(1) Wg klubowej kroniki oraz relacji w "Robotniku" wszystkie trzy bramki zdobyte zostały przez Odrowąża; w pomeczowej relacji w "Życiu Warszawy" nr 87/1945 strzelcy goli podani jak wyżej; późniejsze opracowania w zdecydowanej większości podają dane tożsame z relacją z "Życia Warszawy".
Ciekawostki
- pierwszy powojenny mecz rozegrany w Warszawie
- mecz planowany na godz. 12:00 rozpoczął się z opóźnieniem w zw. z problemami drużyny Okęcia z przeprawieniem się przez Wisłę
Mecz w kronice MKS Polonia
Zapowiedzi prasowe
Relacje prasowe
"Życie Warszawy"
PIŁKARZE NA STARCIE
Przy pięknej wiosennej pogodzie nastąpiło otwarcie pierwszego sezonu piłkarskiego w
Odrodzonej Polsce.
Na boisku stanęły drużyny TUR Okęcie i MKS Polonia.
Po dość ożywionej i równorzędnej grze mecz zakończył
się wynikiem nierozstrzygniętym 3-3 (do przerwy 0-1 na korzyść TUR-a).
Łupem bramkowym dla Polonii podzielili się Brzozowski, Odrowąż i Storczyk, zaś dla
TUR-u Cymerman, Wypijewskl i Napiórkowski, który też był zdobywcą pierwszej w tym sezonie bramki.
Pod koniec meczu na graczach znać było wyraźne zmęczenie, wywołane brakiem treningu i ciężkim terenem.
Na specjalne wyróżnienie zasługują Brzozowski i Wypijewski.
Sędziował bez zarzutu ob. Nowakowski.
Widzów około 3.000.
Zawody rozpoczęły się z jednogodzinnym opóźnieniem.
"Robotnik"
Inne materiały
opis Grzegorza Aleksandrowicza
Furmanką na mecz
Długo zastanawiali się "odnalezieni" zimą 1945 r. działacze czy i gdzie organizować pierwszy mecz piekarski w Wyzwolonej Warszawie.
Czy wobec ogromnej ilości poważniejszych zadań i obowiązków w zniszczonej prawie zupełnie stolicy, godzi się absorbować ludzi jakimś tam meczem? Przeważył głos resztki okupacyjnych działaczy piłkarskich i mecz postanowiono rozegrać w terminie możliwie najszybszym.
W lewobrzeżnej części Warszawy takiego miejsca na mecz nie znaleźliśmy. Na boisku przy ul. Konwiktorskiej — ruina nie do opisania, stadion Legii wymagał poważniejszego remontu, boisko Okęcia zaorane, pozostałe poprzecinane rowami lub zawalone zniszczonym sprzętem niemieckim. Można było znaleźć jakieś boisko pod Warszawą, ale ono nie wchodziło w rachubę; chcieliśmy koniecznie w naszym mieście.
Wybór padł na b. boisko AZS w parku Paderewskiego, używane podczas okupacji przez Niemców, zniszczone trochę we wrześniu 1944 podczas wyzwalania Pragi.
Przez kilka popołudni i wieczorów trwała dobrowolna praca ludzi zainteresowanych meczem. Większość najcięższej roboty wykonała jednak grupa... praskich milicjantów, bo drużyną, która miała rozegrać tu pierwszy mecz w Warszawie, był zorganizowany niedawno Milicyjny Klub Sportowy Polonia z Masznerem, Odrowążem, Boruczem, T. Zielińskim, Brzozowskim i Wujkiem. Jeden z praskich komisariatów MO postawił nawet w błyskawicznym tempie baraczek (z modnych wówczas płyt wióro-cementowych), w którym mieściła się kasa i szatnia dla dwu drużyn.
Po kilku schadzkach na rogu Al. Jerozolimskich i Marszałkowskiej Stanisław Maszner skompletował zespół MKS Polonia; jego przeciwnikiem miała być drużyna z lewobrzeżnej Warszawy TUR-Okęcie, dysponująca już wówczas pełnym składem dzięki dużej ruchliwości i zaradności swego kierownika i zawodnika Aleksandra Zaranka.
I wówczas pierwszy kronikarz sportowy Wyzwolonej Warszawy, pracujący jako zecer w „Życiu Warszawy” nieżyjący już Staś Kotkowski zapowiedział otwarcie sezonu piłkarskiego w stolicy Polski Ludowej na niedzielę 25 marca 1945 r, o godz. 12.00 w parku Paderewskiego, z udziałem MKS Polonia i TUR Okęcie.
Od rana schodzili się do parku sympatycy sportu. Schodzili się z wszystkich dzielnic i peryferii Warszawy, przeważnie piechotą przez jedyny czynny wówczas mort pontonowy. St. Kotkowski naliczył ich ok. 3.000, ja sądzę, że było ich nawet ok. pięciu tysięcy.
Około godz. 12.0o wśród organizatorów wynikła konsternacja;
brak w szatni jednej z drużyn mających rozegrać mecz — Okęcia. Najbardziej zdenerwowany był przybyły dużo wcześniej kierownik tego zespołu Zaranek.
– Co mogło się im przydarzyć – pytał sam siebie — mieli wyjechać furmanką ok. 10.00, by zdążyć na czas. Już 12.30, a piłkarzy nie ma! Wreszcie tuż przed 13.00, wysłane w kierunku, mostu Poniatowskiego ochotnicze forpocztu dały znać: biegną, zaraz tu będą!
Okazało się, że furmanka z piłkarzami Okęcia trafiła na dużv tłok przeprowadzających się przez Wisłę, nie zmieściła się w pierwszej grupie pojazdów, udających się na prawy brzeg Wisły w półgodzinnych seriach i musiała czekać około godziny na swoja kolejkę.
Publiczność nie miała do nikogo pretensji, przeciwnie, ukazanie się piłkarzy Okęcia na boisku przyjęła serdecznymi oklaskami. Zresztą ówcześni widzowie skracali sobie czas oczekiwania innymi pożytecznymi zajęciami: witaniem spotykanych po długiej rozłące znajomych i pytaniami — co robisz, gdzie mieszkasz, czy X, Y żyje itd. Dla wielu z nich była to bowiem pierwsza okazja spotkania i wymiany chociaż kilku zdań...
Mecz rozegrano w najbardziej jaką sobie można wyobrazić koleżeńskiej atmosferze i zakończono go, jak napisał St. Kotkowski „po równorzędnej grze wynikiem nierozstrzygniętym 3:3, do przerwy prowadziło Okęcie -
1:0” . Tę pierwszą bramkę zdobył w 12 min. meczu jeden z najbardziej zasłużonych piłkarzy warszawskich Józef Napiórkowski.
Pozostałe strzelili: dla Polonii Brzozowski, Odrowąż i Stańczuk,
dla Okęcia Wypijewski i Cynerman. Spotkanie prowadził Alfred Nowakowski, przewodniczący konspiracyjnego WOZPN i późniejszy prezes stołecznego związku piłkarskiego. (…)
Po meczu część publiczności pozostała na boisku, mimo że spędziła na nim dobrych kilka godzin. To pierwsze gremialne spotkanie działaczy zrodziło myśl reaktywowania statutowej działalności stołecznego związku piłkarskiego. Za myślą poszedł czyn. Z inicjatywy grupy działaczy okupacyjnych odbyło się po kilku dniach w sali P.I.T. przy ul. Ratuszowej spotkanie kilkudziesięciu działaczy z różnych dyscyplin sportu, a w 3 tygodnie później w sali Wedla konstytucyjne zebranie przedstawicieli piłkarskich klubów stołecznych. Wkrótce po tym do rozgrywek o mistrzostwo Wyzwolonej Warszawy przystąpiły... 24 drużyny.
("Przegląd Sportowy" nr 7 z 17.01.1970 s. 4)
opis Stefana Sieniarskiego
25 marca — przed 40 laty Polonia—Okęcie 3:3
Cudowny to był dzień ta pierwsza warszawska niedziela wiosny 1945 roku — 25 marca. Pierwsza to była po 1939 roku palmowa niedziela w wolnej stolicy i dzień pierwszego w oswobodzonej Warszawie meczu piłkarskiego. Kobiety z „palmami” w ręku szły masowo do ocalałych kościołów, myśl tysięcy mężczyzn biegły w innym kierunku, ku jedynemu stadionowi w Warszawie, na którym można było wtedy rozegrać piłkarski mecz, zapowiedziany w jedynej w owym czasie stołecznej gazecie (oczywiście "Życiu Warszawy”) - pojedynek między Polonią i Okęciem.
Odbyło się to spotkanie na stadionie AZS w Parku Skaryszewskim. Widzów znalazło się wielu, była to przecież pierwsza randka sportowców Warszawy po latach niewoli. Rewia — rzec można — tych co przeżyli. Byli tacy, którzy nie widzieli się po 6 lat, nawet wśród piłkarskich kibiców, chociaż futboliści grałi przez wszystkie lata okupacji, kpiąc sobie z okupanta, który przeznaczał stadiony „tylko dla Niemców”.
Ten mecz opisywano już dziesiątki razy i w dziesiątkach gazet. Mówili o nim i tacy, których nie było wówczas stolicy, ale nosili wielkie piłkarskie nazwiska. Śmiałem się z tych wypowiedzi (...) Nie zdradzę kto opisywał mecz sprzed 40 lat, jakby w nim brał udział, nie ujawnię też kto padł ofiarą mistyfikacji. Przypomnę natomiast, że wzmianka pomeczowa w „Życiu Warszawy” była bardzo skromna. Ukazała się ona dzięki Stanisławowi Kotkowskiemu, piłkarzowi z lat międzywojennych, a linotypiście z zawodu. Składów drużyn nie wymieniono. Dodać też muszę, że nie wykonano wonczas żadnego zdjęcia (szukałem takowego daremnie przez lat kilkanaście). I wciąż mamy wątpliwości kto grał w drużynie Polonii na pozycji prawego pomocnika. To „mamy” dotyczy kilkunastu osób. Ówczesny członek kierownictwa „Czarnych koszul” zapisał w swych notatkach nazwisko w sposób sugerujący udział w meczu Tyszki (grał w okupacyjnym Grochówie), Borucz - też praski piłkarz przed występami w Polonii — zaprzeczył temu zdecydowanie, wg niego grał w I meczu warszawskim roku 1945 Tadeusz Żukowski, którego nazwisko jest nieznane specom piłkarskim czasów okupacji. Nie pokazał się też Żukowski ponownie w Polonii, ani innym klubie po marcu 1945.
Kto więc grał? Zacznę od Polonii. W bramce Henryk Borucz, na obronie Edmund Wujek i Tadeusz Zieliński, w pomocy prócz zagadkowego (prawego) Edward Brzozowski i Wacław Krzymowski, a w ataku Mieczysław Czapski, Ryszard Szulc, Zenon Odrowąż, Lucjan Stańczuk, Roman Miazek. Drużynę Okęcia (kierował nią Aleksander Zaranek) stanowili: Franciszek Głowacki — Stanisław Redel, Józef Napiórkowski — Witold Kowalski, Włodzimierz Półkoszek, Aleksander Marciszewski — Jerzy Dominiczek, Rajmund Bogdański, Czesław Cymerman, Jerzy Szularz, Jan Kacprzak.
Na zakończenie wspomnień rocznicowego dziś wydarzenia nadmienić muszę, że nie widziałem ostatniego meczu warszawskiego w roku 1939 (Polska — Węgry 4:2), ani pierwszego powojennego pojedynku. W obydwa dni (27.VIII.1939 i 25.III.45) nie dojechałem mimo najszczerszych chęci do Warszawy."
("Życie Warszawy" nr 71 z 25.03.1985 s. 5)
opis Teodora Niewiadomskiego
Wczesnym południem 25 marca 1945 roku, a była to Palmowa Niedziela, grupki głośno dyskutujących mężczyzn, nierzadko w towarzystwie kobiet, żwawo podążały w kierunku ocalałego częściowo z wojennej pożogi stadionu
AZS znajdującego się w parku Skaryszewskim. (...) - to byli piłkarscy kibice, którzy udawali się na pierwsze w wyzwolonej Warszawie spotkanie piłkarskie. Na zieleniejącej już murawie boiska mieli zmierzyć swoje piłkarskie
umiejętność, zawodnicy ulubieńców Stolicy jedenastki „czarnych koszul” - „Polonii” i „Okęcia”. Na czele kibiców z flagą „Polonii” kroczył, a właściwie kulał, chromy „król kibiców”, pamiętający jeszcze stare dobre czasy na stadionach Agrykoli, Dynasów i Konwiktorskiej. Już obecnie, zagrzewał k.bi
cow „czarnych koszul”, bojowym zawołaniem - „Orły do boju!”.
Jedenastka „Polonii” wbiegła razem z piłkarzami „Okęcia” przy głośnym aplauzie zgromadzonych kibiców.
Piłkarze Polonii” ubrani byli w swoje tradycyjne czarne koszulki i białe spodenki z klubowym emblematem na lewej piersi, natomiast „Okęcie” cieszyło oko pełną zielenią. (...)
Gwizdek sędziego, znak na rozpoczęcie gry. Noga napastnika „Okęcia” zawisła w powietrzu .. Na widowni rozpoczął się chóralny śpiew „Oto dziś dzień krwi i chwały...”, któremu dał początek chromawy kibic „Polonii”. Widzowie
wraz z piłkarzami i kompletem sędziowskim stanęli na baczność. Z oczu niejednego kibica płynęła łza wzruszenia Co poniektórzy siorbali nosami.
Wreszcie rozpoczął się mecz. Nie było wielkiej gry technicznych tricków, piłkarskich fajerwerków.
Nie pomagało „Orły do boju!”... „Okęcie patrzy”. Na widowni czuło się, że było to raczej spotkanie
symboliczne w którym nie było „zwycięzców i zwyciężonych”. Rozpoczęcie sezonu piłkarskiego w Warszawie było symbolem nowego życia na ziemiach już wyzwolonych spod hitlerowskiego jarzma.
Spotkanie zakończyło
się remisem 3:3.
("Stolica" nr 13 z 29.03.1987 s. 23)
Linki
- R. Gawkowski, "25 marca 1945 - mecz wśród ruin" (warszawa.pl) [1]