1958-11-02 Polonia Warszawa - Czarni Szczecin 4:2

Z WIKI
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
1958-11-02, turniej barażowy o awans do II ligi
Warszawa, stadion Polonii,
Polonia Warszawa 4:2 (3:0) Czarni Szczecin
widzów: ok. 15 tys.
sędzia: Szczepański (Kraków)
bramki
1:0 Andrzej Zelenay 12'
2:0 Andrzej Cehelik 20'
3:0 Witold Dłużniak 40'
4:0 Andrzej Cehelik (as. Ignaczak) 48'
4:1 Ruciak
4:2 Lewandowski
składy
Jerzy Grom
Andrzej Śliwa
Leonard Szczawiński
Roman Liszka
Roman Mamczak
Andrzej Gajewski
Andrzej Zelenay
Włodzimierz Ignaczak
Witold Dłużniak
Janusz Dudek
Andrzej Cehelik
Kopiec
Rumianek
Piernikcwski
Lewandowski
Arszewski
Urdas
Kojeżewski
Lubawy
Ruciak
Małon
Noiński


Relacje prasowe

"Przegląd Sportowy"

Przegląd Sportowy nr 175 z 3.11.1958 s. 3
Przegląd Sportowy nr 182 z 15.11.1958 s. 2


"Trybuna Ludu"

Trybuna Ludu nr 307 z 3.11.1958 s. 6

"(...) Dzień 2 listopada 1958 r. przejdzie niewątpliwie do historii warszawskiej Polonii, bowiem było to wielkie święto zawodników i kibiców tego klubu. Po długim okresie III-ligowych występów jedenastka „czarnych koszul“ wywalczyła sobie wreszcie awans do II ligi. Wprawdzie rozgrywki nie dobiegły końca i za tydzień odbędzie się jeszcze jedna kolejka spotkań, ale ilość punktów, które zdołali zapisać na swym koncie piłkarze warszawscy zupełnie im wystarcza, nawet gdyby przegrali ostatni z tego cyklu mecz, czego zresztą wcale nie należy przewidywać.

Nic więc dziwnego, że decydujące starcie zgromadziło około 15 tysięcy widzów, którzy przybyli z większą niż zwykle ilością trąbek, przygotowali transparenty, a nawet petardę, która jednak wybuchła nieco za wcześnie, jeszcze w czasie gry. Robiono to wszystko oczywiście na zapas, bo wcale nie było powiedziane, że nie może się zdarzyć niespodzianka, podobnie jak to miało miejsce w roku ubiegłym, kiedy w bardzo podobnej sytuacji Polonia nieoczekiwanie zremisowała i tym samym skazana została na jeszcze jeden rok przebywania w III lidze.

Atmosfera była początkowo bardzo napięta i rozładował ją właściwie dopiero celny strzał Cechelika na początku drugiej połowy, przynoszący gospodarzom prowadzenie 4:0. Stało się wtedy jasne, że już niemożliwe jest, by goście mogli przechylić szalę na swą stronę i publiczność uspokoiła się trochę, jakby nabierając drugiego oddechu do fetowania sukcesu po końcowym gwizdku sędziego.

Wróćmy jednak do przebiegu gry. Gorąco dopingowani od pierwszej chwili, z całym impetem poloniści ruszy i do walki. Kilka zagrywek i w 5 minucie notujemy groźny, oddany z 20 m strzał Ignaczaka. Na szczęście dla bramkarza gości piłka przechodzi o kilka centymetrów nad poprzeczką, gdyż w przeciwnym razie mógłby on nie dać sobie rady w tej niespodziewanej sytuacji. Ale jest to tylko większa zachęta dla futbolistów stolicy, powód do jeszcze gwałtowniejszego dopingu dla trybun. Poloniści są wyraźnie lepsi technicznie, łatwiej rozwiązują podbramkowe sytuacje, lecz ich przeciwnicy nie rozwalają się lekceważyć. Młody, bardzo ambitny zespół, rokujący spore nadzieje na przyszłość, stawia zacięty opór, często przechodzi do kontrataku. W 12 minucie kolejny szturm gospodarzy. Małe zamieszanie pod bramką Kopca wykorzystuje prawoskrzydłowy Zelenay i pewnie kieruje piłkę do siatki. Na trybunach burza radości, fruwają kapelusze, kobiety machają parasolkami.

Ledwie widzowie zdołali nieco ochłonąć, po następnych ośmiu minutach nowa udana akcja „czarnych koszul". Ich ofensywa zdołała przedrzeć się przez linię obronną szczecinian, Dłużniak trafia piłką w słupek, bramkarz próbuje ją złapać, lecz chybia, a nadbiegający Cechelik bez trudu dobija i podwyższa wynik na 2:0.

Jedenastka Polonii nadal ma dosyć wyraźną przewagę, jej rozpęd nie słabnie. Mimo to goście nie załamują się. Próbują przedzierać się przez niełatwą do pokonania defensywę polonistów, a w 33 minucie środkowy napastnik drużyny szczecińskiej, Ruciak, oddaje z kilku metrów silny strzał, wybity zresztą pewnie przez Groma.

Ostatnie minuty przed przerwą zapał warszawiaków nieco słabnie ale mimo to w 40 minucie Dłużniakowi udaje się zmylić czujnego bramkarza Kopca i po raz trzeci zmusić go do kapitulacji.

Jeszcze w czasie przerwy na trybunach panowało dosyć duże napięcie, bo chociaż cyfrowa przewaga ulubieńców warszawskiej publiczności była dosyć duża, to przecież piłka jest okrągła, a zresztą chodziło o możliwie najlepszy wynik. Tymczasem "do boju” szykowali się ci, którzy mieli nieść transparenty, nieść piłkarzy, szykowała się kolejarska orkiestra. Tu i tam migało rozwinięte już płótno. Można było odczytać: „Witamy Polonię w II lidze”, „Brawo Szularz”, „Sto lat”.

Minął kwadrans i drużyny ponownie wybiegły na boisko. Znów doping i znów entuzjazm, kiedy w 48 minucie po aukcji całego napadu Ignaczak celnie centruje i Cechelik skutecznie strzela.

Polonia ma jeszcze wyraźną przewagę, szczeciński bramkarz niejednokrotnie musi ratować swój zespół od większej porażki, ale dają się zauważyć jakby pewne oznaki zmęczenia, a może i zbytniej pewności siebie wśród gospodarzy. Lewoskrzydłowy Czarnych dwukrotnie podjeżdża z piłką przed oblicze samego Groma i tylko brakuje mu trochę szczęścia.

Do końca tylko 15 minut. Poloniści są wyraźnie zmęczeni, a jednocześnie troszkę jak gdyby lekceważąco zaczynają spoglądać na drużynę przeciwników. Ci ostatni są ambitni i walczą do końca. Wykorzystując tę sytuację, w ostatnich kilkunastu minutach zdobywają dwie bramki ze strzałów Ruciaka i Lewandowskiego.

Nie jest to już ważne dla publiczności. Jej ulubieńcy wygrali, zapewnili sobie awans. Ludzie wstają z miejsc, a natychmiast po zakończeniu meczu cała chmara kibiców wybiega na boisko. Piłkarze i trener Szularz odbywają triumfalny pochód dookoła bieżni na barkach swych entuzjastów, migają transparenty, rozradowane twarze, gra orkiestra. „Czarne koszule” ładnie zakończyły tegoroczny sezon. Pozostaje nam tylko życzyć zawodnikom warszawskiej Polonii, aby godnie reprezentowali barwy swego klubu w II lidze w roku 1959." (K. Nowak, Wrota II ligi otwarte dla warszawskiej Polonii, "Trybuna Ludu" nr 307 z 3.11.1958 s. 6)

"Trybuna Sportowca" (dodatek do "Trybuny Mazowieckiej")