1947-05-03 kadra PZPN - Sofia 0:2
| PZPN | 0:2 (0:1) | Sofia | ||||||||||||||||||||||||||
| widzów: 20 tys. | ||||||||||||||||||||||||||||
| sędzia: Rutkowski (Kraków) | ||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||||||||||||||||
Kwestia nazwy "reprezentacja PZPN"
"Nie bez słuszności podnosi się, że nazwa „reprezentacja PZPN“ nie jest szczęśliwa. Cóż należy bowiem rozumieć pod tym określeniem?
Logicznie biorąc, reprezentacja PZPN powinna być identyczna z reprezentacją Polski! Że nasz sztab piłkarski rozumie to nieco inaczej i uważa, że pod firmą tą może przeprowadzać eksperymenty nie narażając na szwank reputacji polskiego piłkarstwa — to inna sprawa. Jest rzeczą pewną, że każdy przeciwnik w razie przegranej powoła się na fakt walki z najlepszymi piłkarzami Polski, jak i w razie zwycięstwa nie omieszka pochwalić się zwycięstwem nad elitą piłkarstwa polskiego."
("Przegląd Sportowy" 1947-05-01 nr 35, s. 2)
"Dopingu nie było — bo jak tu krzyczeć. "P.Z.P.N. gola"... „P.Z.P.N. - tempo"! - jeszcze by się ci panowie z PZPN z czerwonymi opaskami z honorowej loży poobrażali. Ludziska więc byli honorowe i woleli wcale nie krzyczeć. Owszem — ktoś tam ryknął: "Polonia naprzód!" jak Gierwatowski wyrwał się z piłką niemal pod bramkę Bułgarów. Inny znów wrzasnął: "Polska gola!", ale sąsiad się obruszył. "Coś pan zgłupiał! Nie szargać mi tu uczuć narodowych! Jaka Polska - to pan szanowny nie wie, że to PZPN?""
("Przegląd Sportowy" 1947-05-05 nr 36, s. 3)
Opinie o grze piłkarzy Polonii
"Boruczowi mają za złe, że puścił pierwszą bramkę. Czy był winien? Nie damy na to odpowiedzi. Być może, że znalazłby się bramkarz, któryby odparował tego rodzaju strzał. Ale tak bardzo odzwyczailiśmy się od dalekich ostrych bomb, że kapitulacja przed nimi wydaje nam się już grzechem. A przecież na dobrych boiskach nie zawsze wychodzę tylko kilko metrowe pociski!
Szczepaniak wypadł stosunkowo dobrze. Grał bardzo ostrożnie i rozważnie. Nie szafował lekkomyślnie siłami. Jeden kiks na szczęście nie przyniósł nieszczęścia.
Gierwatowski rozkręcał się przez pełnych 45 minut. Dopiero po przerwie zaczął wchodzić. Rozumiemy, że utrzymanie na wodzy 80 kg żywej wagi to nie prosta rzecz, ale do boksu mamy Szymurę lub Klimeckicgo, a nokautowanie przeciwnika pięścią zasługuje na niesławny wymarsz z boiska. Wierzymy, że Gierwatowski dojdzie jeszcze do formy, (w sobotę nie była w pełni), ale w reprezentacji grać będzie jedynie wówczas, gdy odrzuci na bok stare nawyki."
("Przegląd Sportowy" 1947-05-05 nr 36, s. 3)
"Najlepszym naszym zawodnikiem był Gierwatowski, niezawodny w pojedynkach i z doskonałym wyczuciem taklingu. Grał jednak zbyt ostro."
(S. Mielech, "Życie Warszawy" 1947-05-04 nr 121, s. 7)
"Poza Gierwatowskim żaden z naszych zawodników nie zagrał na poziomie, jaki osiągnął na zwykłych zawodach.(...) Szczepaniak popisywał się pięknymi wykopami (zwłaszcza z lewej nogi), ale przytrafiło mu się kilka kiksów."
("Sport i Wczasy" 1947-05-07 nr 4, s. 1)